sobota, 18 grudnia 2010 00:42
Oceń artykuł
(0 głosów)

Wielka Pętla Wielkopolski pod żaglami i Ujarzmiona Teściowa

Dla chcących opłynąć Wielką Pętle Wielkopolski pod żaglami. Oto moje spostrzeżenia i doświadczenia w tej kwestii.

W.P.W. Robiłem w dwóch etapach. I – płynąłem z Cigacic do Kostrzyna, potem Wartą do Santoka, Notecią i Kanałem Bydgoskim do Bydgoszczy, Brdą do Wisły i Wisłą do Grudziądza. Koledzy popłynęli do Malborka. Płynęliśmy jachtem żaglowym Fokus 650 z silnikiem przyczepnym 5KM, no i oczywiście z masztem i całym takielunkiem. Płynęliśmy np. cały dzień Wartą pod prąd, pod pełnymi żaglami, płynąc szybciej niż na silniku.

Trzeba wiedzieć, że pływanie rzekami z masztem niesie dwa zagrożenia. Mosty oraz linie energetyczne. Te drugie są znacznie groźniejsze, bo trudniej ocenić ich wysokość i pojawiają się zawsze nagle i niespodziewanie. Mosty zwykle naniesione są na mapy, nawet turystyczne. Przyjęliśmy więc zasadę, że bez względu na to, jaką wysokość linii nad wodą przewidujemy, zawsze kładziemy maszt. Zasada bardzo ważna, gdyż linia przeważnie zawsze jest niżej, niż nam się wydaje, a gdy jest pod napięciem, zawsze stanowi śmiertelne zagrożenie dla wodniaków. Niestety. Przygotowaliśmy niedostatecznie sprawny system kładzenia masztu, dodam, że maszt ów był wykonany z grubszego profilu niż standardowy, w związku z tym był cięższy. System oparty był o dźwignię, którą stanowiła pojedyncza sztyca, przemieszczająca się od poziomu ( gdy maszt był w pionie) do pionu ( gdy maszt był w poziomie). Gdyby to była chociaż popularna bramka, przynajmniej była by stabilna, niestety do stabilizacji sztycy, potrzebny był człowiek. Makabra! Każde położenie masztu było problemem. Należało przybić do brzegu, położyć maszt, przejść pod mostem, czy linią, przybić do brzegu, podnieść maszt i płynąć dalej. Takiego modelu nie polecam! Jest jednak na to sposób, szczególnie przydatny do łodzi Sasanka 620.

Właśnie tą łodzią zamknąłem pętlę, płynąc na silniczku 2,5 konnym z Bydgoszczy przez Kanał Górnonotecki, Gopło, j. Ślesińskie, do Warty i Wartą w dół rzeki, do Santoka. Wprawdzie ten etap przepłynąłem ze złożonym masztem, ze względu na awarię windy mieczowej ( miecz się zaciął w pozycji „Wybrany” i nie można go było ruszyć), ale potem wielokrotnie, po kilka razy dziennie kładliśmy maszt „ w biegu” bez jakichkolwiek kłopotów. Tym cudownym urządzeniem do kładzenia masztu jest „Ujarzmiona Teściowa” system oparty o sprężynę umieszczoną wewnątrz masztu, ściskaną za pomocą linki przymocowanej do stopy masztu. Rewelacja! Standardowy maszt, po odpięciu sztagu ( najlepiej mocowanego do sztagownika za pomocą agrafki), kładła średnio sprawna osoba ( nawet kobieta) w kilka sekund. Podobnie z podnoszeniem, po wstępnym uniesieniu, przez osobę wspomagającą głównego operatora, maszt unosiło się w kilka sekund do pionu, bez wielkiego wysiłku.

Stosując więc, ten system możliwe jest pokonywanie szlaku W.P.W. korzystając z żagli, co gorąco polecam. Wiatry układają się zwykle tak, że jeśli wieją od półwiatru do pełnego, wówczas można płynąć cały dzień, nie zważając na meandry, bowiem wiatr układa się jakoś wzdłuż koryta, pozwalając na swobodną żeglugę pod żaglami.
Życzę stopy wody pod mieczem.

Adam Madaj

Poprawiane: środa, 26 października 2011 14:28
Adam

Adam

Nie ma większej przyjemności niż wyjść rano z łodzi prosto w poranek. Widzieć malowane słońcem kolorowe niebo, unoszące się nad wodą tumany mgieł i wyeksponowane na przeciwległym brzegu zielone, kołyszące się trzciny. Słyszeć nieśmiałe zrazu kwilenie ptaków, potem ogłuszające ich śpiewy. Ja to nazywam szczęściem, a Wy?

Najnowsze artykuły autora Adam

Zobacz także

Więcej z tej kategorii: « Płetwa sterowa na rzeki (sprawdzona na Warcie)

1 Komentarz