wtorek, 25 maja 2010 20:05
Oceń artykuł
(1 głos)

Turystyka wodna, sport i rekreacja nad wodą w Warszawie i na Mazowszu

Rekreację, sport i turystykę wodną Warszawy nie można rozdzielić od warunków ich uprawiania na całym Mazowszu, zaś województwo to jest tylko częścią całego dorzecza Wisły. Opracowane programy i projekty powinny uwzględniać ten fakt. Na tej zasadzie najszerszy jest Program „Wisła 2020”, obejmujący dorzecze tej rzeki, faktycznie więc więcej niż połowę Polski. Poniżej znajdziemy programy dla Wisły i innych rzek, przynajmniej w części płynących przez Mazowsze, których doliczono się blisko stu, od Bugu i Narwi po Pisię Gągolinę. Jak umowne i sztuczne są podziały administracyjne świadczy fakt, iż kultowy dla wielu Warszawiaków Kazimierz Dolny znajduje się w województwie lubelskim, a wprawdzie większość Zalewu Włocławskiego należy do Mazowsza, lecz zapora jest już w województwie kujawsko-pomorskim zaś tradycyjna już impreza, Warszawski Tydzień Żeglarski organizowany jest na Zalewie Zegrzyńskim.

Obok tych dwóch wielkich, sztucznych zbiorników znajdziemy na Mazowszu wiele mniejszych zbiorników retencyjnych, wykorzystywanych jako miejsca dla rekreacji i turystyki oraz dziesiątki naturalnych jezior, szczególnie w północnej części województwa, po obu stronach Wisły.

Wiele z tych rzek i akwenów odwiedzają nie tylko osoby z okolicznych miejscowości, ale i Warszawiacy. Liczne obiekty hotelowe, wypoczynkowe i konferencyjne odwiedzają goście z całego kraju i zza granicy, zaś woda, imprezy na wodzie i nad wodą stanowią atrakcyjne uzupełnienie podstawowego programu pobytu.

Jednocześnie trzeba bardzo krytycznie ocenić infrastrukturę nad warszawskimi i mazowieckimi wodami. W stolicy na obu brzegach Wisły rzekę od mieszkańców odgradzają trasy szybkiego ruchu. Zaniedbane są bulwary i dawne porty (Praski, Żerański, Czerniakowski), przystanie jachtowe i kajakowe są zdekapitalizowane. Łatwiej było likwidować nadwiślane knajpki, niż zapewnić im przyłącza do wody i kanalizacji. Na Pojezierzu Gostynińskim prościej zakazać kąpieli z powodu skażenia wody bakteriami coli, niż postawić toalety.

Tymczasem nie wystarczy budowa bądź modernizacja pojedynczych przystani. Turystyka wodna wymaga dostępności całych szlaków, na których w dodatku nie da się planować objazdów. Z tych względów w innych częściach Polski realizowane są obecnie programy sieciowe, między innymi dla Zalewu Szczecińskiego i Zatoki Gdańskiej, Żuław, Mazur, Odry… Obejmujące budowę pomostów, przystani, marin, stanic kajakowych. Wspólne działania promocyjne i kalendarze imprez kulturalnych, sportowych i turystycznych. Takie programy należy przygotować dla Warszawy i Mazowsza.

Wisła, Narew, Bug czy Pilica mają opinię „dzikich” rzek. W znacznym jednak stopniu są po prostu zdziczałe. W ciągu minionych 25-50 lat nastąpił regres w stosunku do sytuacji sprzed 75, 100, 200 lat. Przed II wojną światową Żegluga Warszawska miała kilkadziesiąt parowców i rocznie przewoziła prawie pół miliona pasażerów nie tylko w Warszawie, lecz i od Gdańska po Sandomierz. Dziś Warszawa ma dwa tramwaje wodne, nieregularnie kursujące. Wyścigi wioślarskie na wzór Oxfordu organizowane są we Wrocławiu i Bydgoszczy – nie w Warszawie. W Krakowie na Wiśle stoją barki z restauracjami i hotelowe, tętni życie na brzegach na codzień i przy okazji różnego typu festynów. W stolicy coraz mniej osób pamięta, iż poniżej Starówki festyny odbywały się nie tylko z okazji 1 Maja i 22 Lipca, zaś w XIX wieku na festyn i odpust na Bielanach wędrowało nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi – wodą, pieszo, bryczkami.

Warunki hydrotechniczne Wisły

Polska szkoła hydrotechniczna preferowała proekologiczne zagospodarowanie brzegów, z wykorzystaniem faszyny, nie zaś betonu. Z tego powodu wiele uregulowanych rzek wygląda na „naturalne i dzikie”. Jednak w ciągu minionych lat środki finansowe nie wystarczały nawet na bieżące remonty i naprawy. Tym bardziej zarzucono projekt budowy kolejnych zapór, które by pozwoliły na przekształcenie Wisły w rzekę skaskadowaną. A takie inwestycje były szansą na uratowanie rzeki przed naprzemiennymi powodziami i suszami (tego lata w warszawskiej Wiśle było 60 cm wody). Choć niektórzy uważają Zbiornik Włocławski za bombę ekologiczną, zawierającą w mułach skażenia z całej tablicy Mendelejewa, to od czasu jego budowy flora i fauna wzbogaciła się tam, nie zaś zdegradowała. Upadek przestarzałego przemysłu i budowa licznych oczyszczalni ścieków poprawiła stan wody w Wiśle i na innych rzekach, akwenach Mazowsza. Choć Warszawa dalej bardziej truje Wisłę ściekami i innymi śmieciami, niż ją chroni.

Większość Wisły mazowieckiej to rzeka swobodnie płynąca, poza „gorsetem” warszawskim. Dla zapewnienia minimum warunków żeglugowych niezbędne jest systematyczne, coroczne pogłębianie toru wodnego, by mogły z niego korzystać jachty, statki pasażerskie i barki towarowe. Dotyczy to także wybranych odcinków Bugu i Narwi. Nadmienić należy, iż jeszcze po drugiej wojnie światowej pobierano piasek, między innymi z Bugu, nie tylko dla udrożnienia toru wodnego, ale i na potrzeby odbudowy i rozbudowy Warszawy. A istniejące dziś kopalnie piasku i żwiru w Polsce nie są zabezpieczyć potrzeb związanych z budową dróg i innymi inwestycjami, w tym planowanymi w ramach EURO 2012.

Żegluga pasażerska

Dopiero wraz z odtworzeniem toru wodnego na Wiśle mazowieckiej sensowne jest planowanie rozwoju żeglugi pasażerskiej. Dodatkowe dwa niezbędne ogniwa to:

* Budowa sieci przystani,

* Utworzenie flotylli tramwajów wodnych i statków pasażerskich o małym zanurzeniu.

Przystanie

Program sieci przystani Pętli Żuław sięga po Tczew. W ramach programu rewitalizacji międzynarodowej drogi wodnej E-70 następne inwestycje sięgają po Bydgoszcz. Swoje programy realizuje też między innymi Toruń, Włocławek i Płock. Celowe byłoby skorzystanie z tych doświadczeń dla przedłużenia turystycznego szlaku wodnego od Płocka przez Warszawę po Kazimierz Dolny i Sandomierz.

W samej Warszawie to budowa pomostów cumowniczych dla tramwajów wodnych, statków pasażerskich i jachtów oraz rewitalizacja i unowocześnienie ośrodków należących do klubów turystycznych i innych podmiotów. Zwrócić można uwagę, iż w części „starych” krajów UE, np. w Danii, inwestorami przystani i marin są lokalne samorządy, wspierane środkami państwa i UE, przekazujące następnie zarządzanie obiektami podmiotom gospodarczym lub non profit – pod warunkiem ich dostępności dla każdego turysty.

Może być to rozwiązanie także dla wielu warszawskich przystani i innych inwestycji. Przykładowo, miasto Tczew miało większe możliwości pozyskania środków na modernizację i rozbudowę Muzeum Wisły. W związku z tym gdańskie Muzeum Morskie oddało swój oddział w Tczewie lokalnemu samorządowi, zaś po zrealizowaniu inwestycji podpisana została nowa umowa o współpracy, w ramach której Muzeum Morskie patronuje Muzeum Wisły, zaś dodatkowa powierzchnia użytkowana jest przez miasto jako centrum wystawiennicze. Może na tej zasadzie można zrealizować np. rewitalizację Portu Czerniakowskiego, jako mariny jachtowej, przystani żeglugi pasażerskiej i skansenu Wisły warszawskiej.

Urząd Miasta Stołecznego, korzystając między innymi z ostatnio przyznanych funduszy na turystykę wodną na Wiśle powinien stworzyć sieć przystani żeglugi warszawskiej, opartych na dwóch wysokiej klasy destynacjach turystycznych na obu końcach: Jabłonnie i Wilanowie. Rejsy na tej trasie powinny być nie tylko atrakcjami same w sobie (z biletami nie tylko na cały rejs), ale środkiem podróży dla turystów chcących zwiedzać Warszawę i jej okolice a nawet mieszkańców miasta (bydgoski tramwaj wodny ma bilety tańsze od warszawskich autobusów i końcowe przystanki ma obok dużych centrów handlowych na obu końcach miasta – podobnie może się okazać tramwaj wodny wygodniejszym środkiem transportu np. z Tarchomina do centrum Warszawy).

Żegluga podwarszawska na podobnej zasadzie sięgać może dwóch równie cennych atrakcji: Góry Kalwarii i Czerska powyżej Warszawy oraz Modlina poniżej stolicy. Uzupełnieniem mogą być rejsy w dół Wisły do Płocka i Włocławka (a z ew. przesiadkami po Gdańsk) oraz w górę Wisły po Kazimierz Dolny i Sandomierz. Uzupełnieniem byłyby rejsy z Modlina pod zaporę w Dębem oraz Kanałem Żerańskim i Zalewem Zegrzyńskim do tej samej zapory.

Jednostki pasażerskiej żeglugi wiślanej

Niski stan wody na Wiśle warszawskiej i mazowieckiej, także na Narwi i Bugu, uznać należy za fakt, który tylko w niewielkim stopniu zmieni ew. budowa następnych zapór – o ile dojdzie do takich inwestycji. Jednocześnie istnieją projekty tramwajów wodnych i statków pasażerskich o zanurzeniu ok. 50 cm – idealnych dla polskich szlaków wodnych. Dla porównania – znaczna części obecnie eksploatowanych statków rzecznych, zwykle będących wynikiem przebudowy starych jednostek o innym przeznaczeniu, ma zanurzenie nawet półtora metra.

Tu także miejskie, regionalne i wojewódzkie władze samorządowe powinny być inwestorami – bądź organizować przetargi na organizację żeglugi nie co roku, lecz przynajmniej na okres 5 lat, by dać minimum gwarancji na zwrot nakładów. Celowe także byłoby rozszerzenie zakresu działania Funduszu Żeglugi Śródlądowej także na statki pasażerskie, nie zaś jedynie jednostki towarowe.

W Warszawie „Stwora” należąca do Fundacji „Ja Wisła”, w Bydgoszczy łodzie Fundacji „Kanał Bydgoski” czy we Wrocławiu pierwsze wodne taksówki świadczą, iż możliwe i celowe jest oferowanie żeglugi pasażerskiej także mniejszymi statkami, łodziami i motorówkami.

Barki gastronomiczne i mieszkalne

Niezależnie od budowy infrastruktury turystycznej na brzegach Wisły celowe jest rozważenie adaptacji starych jednostek i budowy nowych, jako pływających restauracji, pubów i hoteli.

Istotne to może być także w perspektywie EURO 2012, gdy zgromadzone na Wiśle, w okolicach Stadionu Narodowego, takie barku mogą znacząco wzbogacić ofertę dla kibiców i turystów – zaś po mistrzostwach przeniesione na inne miejsca na Wiśle i w jej dorzeczu. Tak zwane house-boat’s, czyli barki mieszkalne, z czasem powinny stać się popularne w Polsce i na Wiśle, jak w krajach Europy Zachodniej, zarówno jako mieszkania na wodzie, jak i jako sprzęt do uprawiania turystyki.

Jachting

Na Wiśle i jej mazowieckich dopływach nie jest możliwe uprawianie prawdziwego żeglarstwa – a jachty „chodzą” na silnikach. Dlatego dla wielu warszawskich żeglarzy portami macierzystymi są przystanie Zalewu Zegrzyńskiego, Włocławskiego czy Mazur. Jednocześnie ze względu na zaniedbania na Wiśle między Warszawą a Płockim oraz na Narwi i Pisie między Warszawą a Mazurami tylko część jachtów może na zimę wrócić do Warszawy i/lub na Zalew Zegrzyński.

Jachtów motorowych w Warszawie spotkamy znacznie mniej niż choćby we Wrocławiu czy Bydgoszczy, nie wspominając już o Gdańsku, Szczecinie. Decyduje o tym stan rzeki i przystani nad Wisłą warszawską. Motorowodniacy korzystają więc z Zalewu Zegrzyńskiego i innych akwenów. Podobnie windsurfingowcy i amatorzy innych sportów wodnych.

Jeśli szereg jezior Pojezierza Gostynińsko-Włocławskiego ma warunki do uprawiania żeglarstwa, to z racji braku spławnego połączenia z Wisłą albo tylko na jednym jeziorze łódź można trzymać, albo trzeba ją lądem transportować.

Na obu zalewach (Zegrzyńskim i Włocławskim) w ciągu sezonu odbywa się wiele regat promujących jachting, jednak niewidocznych z warszawskich brzegów i często za mało promowanych przez media.

Kajakarstwo i wioślarstwo

W Warszawie i na Mazowszu funkcjonuje wiele klubów kajakowych i wioślarskich, w wielu jednak przypadkach mających mocno zdekapitalizowaną infrastrukturę. Dodatkowo swoją ofertę często adresują tylko do swoich członków, nie zaś do „przypadkowych” turystów. Paradoksalnie – często warszawscy kajakarze lepiej znają szlaki Mazur, niż Mazowsza. Nie do końca też mazowieckie samorządy zdają sobie sprawę z szans – ale i obowiązków – związanych z zagospodarowaniem i promocją ich szlaków kajakowych.

Inne formy turystyki wodnej – i nadwodnej

W XIX wieku Warszawiacy chlubili się swoimi „statkami do Młocin”, „karuzelami na Bielanach” czy wyprawami do Czerska. Nawet – jeśli przy tych okazjach nogi w Wiśle nie zmoczyli. Ale i w samej Warszawie liczne były nad Wisłą plaże i kąpieliska. Większość z nich dziś nie istnieje – i to nie tylko ze względu na czystość wody w rzece. Obecnie pływalnie i kąpieliska wymagają nie tylko czystej wody, ale i bogatej infrastruktury towarzyszącej. Od przebieralni i sanitariatów zaczynając, po ofertę SPA, aqua-parku, gastronomii.

Wisła i jej dopływy to naturalna scenografia dla innych szlaków – pieszych, rowerowych, konnych i wszelkich innych. Realizowany jest projekt szlaku rowerowego od źródeł Wisły po jej ujście. Przynajmniej na Mazowszu warto byłoby planować wspólną infrastrukturę dla turystów rowerowych i pieszych oraz wodnych – by powstawały wspólne schroniska i przechowalnie/wypożyczalnie sprzętu. By można było z roweru przesiąść się na kajak lub stateczek.

Jeśli nie jestem do końca przekonany, czy można ryzykować degustację warszawskiej rybki, szczególnie złowionej obok jakiegoś kolektora ścieków, z innych rzek i jezior z większym spokojem polecę lina czy szczupaka. Nawet, jeśli sam nie mam cierpliwości do ich łowienia. A jednocześnie istnieją krajowe i międzynarodowe fundusze, ułatwiające zarybianie rzek i strumieni, budowę stawów hodowlanych. Przy okazji poprawiających całość gospodarki wodnej.

Wprawdzie na wały przeciwpowodziowe wolałbym aut nie wpuszczać, bardziej jestem życzliwy dla turystyki konnej – a kluby jeździeckie znajdziemy już na całym Mazowszu. Czasem zaprzyjaźnieni z wodą są turyści pozornie najbardziej od niej oddaleni, na przykład motolotniarze i piloci samolotów superlekkich. Przepisy są bardziej tolerancyjne do lotów nad wodą, niż zabudową. A już Janusz Meissner kilkadziesiąt lat temu pisał, iż dla początkującego lotnika wygodne jest „wziąć pod pachę” jakąś rzekę lub linię kolejową, by do celu dolecieć. Przy okazji wypatrując miejsc na łowienie i polowanie. Choćby z aparatem fotograficznym.

Ochrona przyrody

Osoby zainteresowane turystyką wodną najbardziej zainteresowane są kompromisami między wymogami ochrony środowiska a wymogami prawidłowej gospodarki wodnej. Chcemy pływać czystą wodą wśród prawdziwej przyrody – jednocześnie chcemy, by szlaki wodne nadawały się do pływania, by na brzegach dostępna była dla nas infrastruktura turystyczna. Choćby – by ścieków nie spuszczać do wody a bobrów żeremi nie traktować jako jedynych dostępnych toalet.

Dla nas nie jest patologią Niemiec, Polak, Ukrainiec czy Norweg, płynący jachtem, kozacką czajką, tratwą czy łodzią Wikingów – z aparatem fotograficznym w jednej ręce i kamerą w drugiej. By uwiecznić Most Świętokrzyski lub warszawskiego bobra.

Uznać należy, iż przyrodę chronimy dla niej i dla nas. Ani nie można jej zabetonować, ani drutem kolczastym od ludzi odgrodzić.

Turystyka wodna ma wiele twarzy – od rentownego biznesu po misję społeczną. A przy milionach jej uczestników w Europie, przy milionach łodzi i jachtów, przy traktowaniu Polski jako „aqua incognita” jest to szansa dla Warszawy, Mazowsza, Wisły, Polski.

 

Poprawiane: wtorek, 25 maja 2010 20:29
Więcej z tej kategorii: « Nowa strona o polskich szlakach wodnych Między Odrą a Wisłą »

1 Komentarz